![]() |
| carbo-loading |
Po sygnale startowym spokojnie włączyłem
stoper, zablokowałem przyciski i wszedłem (nie wbiegłem) do wody. Płynęło mi
się bardzo dobrze i równo. Nikt mnie tym razem nie podtopił, nie opiłem się
wody, chociaż było kilka klepnięć i kopnięć, w większości mojego
autorstwa.
![]() |
| drużyna wsparcia |
Część rowerową, mimo miejscami silnego
wiatru w twarz, również pokonałem spokojnie. Starałem się maksymalnie
wykorzystać wszelkie możliwe zjazdy, aby nadgonić czas stracony na podjazdach i
walce z wiatrem. W porównaniu z zeszłym rokiem cały czas widziałem kogoś przed
sobą. Nie wiem czy to kwestia lepszej formy i zrzuconych 6 kilogramów, czy było po prostu więcej
zawodników.
Tuż po rozpoczęciu biegu złapał mnie mały
skurcz w łydkę zmuszając do chwilowego zwolnienia i przyzwyczajenia mięśni do
innego rodzaju wysiłku. Kurtyna wodna rozstawiona w połowie trasy biegowej
sprawiała cudowną ulgę, tak samo jak woda ze zraszacza, którą na trasie polewał
biegnących jeden z miejscowych kibiców. W tym roku jakoś ciężko mi było pić
wodę w punktach kontrolnych. Wraz z płynem łapałem dużo powietrza, które po
jakimś czasie musiało w końcu opuścić ciało me otworem paszczowym :-) Rycząc
niczym ranny łoś oznajmiałem swoją obecność na trasie, no ale w końcu to duży
wysiłek i moim zdaniem do wybaczenia.
![]() |
| T2 - koniec trasy rowerowej |
Już na początku biegu wiedziałem, że mam
szanse na złamanie 3 godzin. Przestawiłem na wyświetlaczu pulsometra ekran na ten pokazujący czas całkowity i starałem się spiąć, aby sprostać zadaniu. Na
szczęście mogłem, jak i na całej z resztą trasie, liczyć na moich kibiców,
którzy dodawali mi sił na kolejnych pętlach. Gdy pod koniec czwartego okrążenia oczom mym
ukazała się meta z zegarem pokazującym 02:58:00 wiedziałem, że osiągnę swój
cel. Z czasem 02:58:35 pobiłem swój rekord życiowy i przy okazji trasy ślesińskiej o 9
minut i 39 sekund.
Na mecie czekała już na mnie rodzina oraz Adam
z drużyny TRI4fun Team Piaseczno, z którym to zrobiliśmy sobie pamiątkowe
zdjęcie.
Zdecydowanie polecam starty w Ślesinie. Fajne trasy, widoki, miejscowi kibice i generalnie atmosfera zachęcają do powrotu w to miejsce, co rok.
Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje,
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś.
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś.
To są zwyczajne dzieje.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz