22 sierpnia w Kozienicach w Ośrodku Rekreacji i Turystyki w kategorii OPEN zmierzyło się 130 zawodników startujących na dystansie 750m/20km/5km. Dodatkowo wystartowało 13 sztafet, a dla dzieci został zorganizowany aquatlon.
Impreza kameralna i godna polecenia wszystkim tym, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z triathlonem. Generalnie mam tu na myśli start z wody, z okolic pomostu, gdzie nie za duża liczba startujących sprzyja "nauce" pływania w wodach otwartych przy jednoczesnym udziale innych zawodników. Im mniejsza liczba startujących, tym mniejsza szansa na cios znikąd czy podtopienie i totalne zniechęcenie do tego sportu :)
Trasa rowerowa płaska, przeważnie z asfaltem dobrej jakości. Wszystkie większe dziury oznaczone były wyraźnie przez organizatora. Miejscami trasa przypominała mi podwarszawską trasę Gassy-Ciszyca ze względu na jazdę pod wałem jak i wiatrem prosto w twarz. To co udało mi się nadrobić przez pierwsze 10 km, straciłem w drugiej połowie właśnie przez silny wiatr. Takie życie. Przy okazji serdecznie pozdrawiam wszystkich zawodników, których pytałem gdy mnie wyprzedzali "Czy już zamykam właśnie stawkę?" :)
Trasa biegowa iście kozie-nicka, totalny cross: podbiegi, zakręty, po kamieniach, przez las. Trzeba było uważnie stawiać kroki. Generalnie bardzo fajna, choć jako, że startowałem w Kozienicach po raz pierwszy, była dla mnie sporym zaskoczeniem.
I tu właśnie pytanie do Was odnośnie długości trasy zarówno kolarskiej, jak i biegowej. Jaki dystans pokazały Wam wasze komputerki? Wg mojego trasa rowerowa liczyła jedynie 18,5km, a biegowa 4,11km. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć rozbieżność trasy biegowej, bo biegła w lesie i GPS mógł nie dawać rady dokładnie mnie namierzyć, to rozbieżność na trasie kolarskiej o całe 1.5km uważam, za znaczącą.
Bardzo fajnie kibicowali ludzie zebrani na terenie ośrodka, jak również ci pracujący w polu niemogący się doczekać, aż trasa rowerowa ponownie zostanie otwarta. Podczas tej imprezy kibicowała mi nie tylko żona, ale również koledzy i koleżanki z pracy, którzy startowali drużynowo i ukończyli zawody nieco wcześniej ode mnie (kobiety i sztafety startowały 10 minut przed resztą) oraz koledzy z TRI4FUN.
Na mecie standardowo czekał pamiątkowy medal oraz pakiet regeneracyjny.
Jeśli mówimy już o pakietach to warto wspomnieć co zawierał ów w całości:
- oryginalny medal (w tym miejscu organizator zawodów m.in. w Piasecznie i Ślesinie powinien się schować ze swoim grubo ciosanym klockiem domina),
- zestaw regeneracyjny (banan, jogurt, ciastko, woda)
- czapeczka biegowa,
- czepek,
- czepek,
- pasek na numer startowy,
Zabrakło koszulki, ale każdy z nas ma ich i tak już na pęczki w szafie więc nie czułem się jakoś specjalnie zawiedziony. Ot, po prostu "kompot zawsze był" :-) Poza tym koszulka podwyższyła by tylko koszt pakietu, który był bardzo tani w porównaniu do innych imprez tego typu, bo kosztował jedynie 90 PLN.
Generalnie imprezę oceniam na plus. Jedyny minus, który przychodzi mi do głowy to nagłośnienie. W ogóle nie można było zrozumieć o czym mówi spiker, szczególnie jeśli stało się przy starcie, a głośniki były ustawione przy mecie. Coś tam sobie pierdziało w głośnikach.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz