Każdy triathlon składa się z 3 etapów. W pierwszym koncentrujesz się na swoim ciele... W drugim do głosu dochodzi Twoja psychika... W trzecim wszystko zależy już tylko od Twojego serca!
Ja bym do tego jeszcze dodał - żeby to serce biło również po przekroczeniu mety potrzeba zdrowego rozsądku!
![]() |
| Dzień przed... |
Przygotowania
Odkąd w październiku 2017 zostałem ojcem czas, który mogłem poświęcić na trening dramatycznie się zmniejszył. W sumie nie było to aż takim problemem jak niedostatek snu i, co za tym idzie, ograniczona możliwość regeneracji. Przyszło mi sprawdzić na własnej skórze, że zapisanie sie na zawody 5150 nie było najlepszym pomysłem biorąc pod uwagę wymienione czynniki.
3 dni przed startem zacząłem zaleconą suplementację maltodekstryną, aby zwiększyć nasycenie węglowodanami. W dniu startu (około 4:30 rano) zjadłem sobie kanapki z białym serem i miodem na śniadanie. O 5:15 byłem już w drodze do metra, aby dotrzeć do Centrum Nauki Kopernik, gdzie na uczestników czekały już busy, które miały nas zabrać do Białobrzegów. Autobusy wyruszyły punktualnie o 6:30 na miejsce startu. Po godzinie znalazłem się przy swoim rowerze i miałem sporo czasu na sprawdzenie sprzętu, dopompowanie kół, przebranie się w piankę i odbycie rozgrzewki. W tym roku nie było wiatru, a co za tym idzie fal. Warunki były idealne do pływania. Pomimo faktu, że po śniadaniu zjadłem jeszcze 2 batony energetyczne zaczynałem być niestety głodny. Najwyraźniej zjadłem za małe śniadanie.
3 dni przed startem zacząłem zaleconą suplementację maltodekstryną, aby zwiększyć nasycenie węglowodanami. W dniu startu (około 4:30 rano) zjadłem sobie kanapki z białym serem i miodem na śniadanie. O 5:15 byłem już w drodze do metra, aby dotrzeć do Centrum Nauki Kopernik, gdzie na uczestników czekały już busy, które miały nas zabrać do Białobrzegów. Autobusy wyruszyły punktualnie o 6:30 na miejsce startu. Po godzinie znalazłem się przy swoim rowerze i miałem sporo czasu na sprawdzenie sprzętu, dopompowanie kół, przebranie się w piankę i odbycie rozgrzewki. W tym roku nie było wiatru, a co za tym idzie fal. Warunki były idealne do pływania. Pomimo faktu, że po śniadaniu zjadłem jeszcze 2 batony energetyczne zaczynałem być niestety głodny. Najwyraźniej zjadłem za małe śniadanie.
![]() |
| Kilka minut przed startem. |
Pływanie
Dzięki tzw. rolling startowi wejście do wody odbyło się bez osławionej "pralki". Co 10 sekund wpuszczanych było na trasę kolejnych 7 zawodników. Ja rozpocząłem swój start w okolicach 9:20 i zacząłem biec w kierunku pierwszej boi. Dokładnie - biec - gdyż woda była do tego miejsca po kolana.
Oprócz zaczerpnięcia 3 haustów wody pływanie przebiegło bez większych problemów.
Mój Garmin Fenix 5 pokazał czas 40:08. Tak na prawdę to było kilkanaście sekund mniej, ale miałem problem z oswobodzeniem ręki, na której miałem zegarek i trochę czasu mineło zanim przestawiłem pływanie na strefę zmian w zegarku. Najdziwniejsze było jednak to, że organizator zaraz po zawodach podał czas w okolicach 33:55. To całe 6 minut mniej! Skąd się wzięła taka różnica?
Z utęsknieniem czekałem na wyjście z wody, bo kiszki mi już dosyć głośno marsza grały. Nie mogłem się doczekać wpałaszowania kolejnego batona.
Szybko przebrałem się w strefie i po kilku kilometrach dobrałem się do swoich zapasów. I tu niespodzianka... moje czekoladowe batony popłynęły w tym upale. W końcu były 32 stopnie Celsjusza! O ile te batony sprawdziły się idealnie podczas porannych treningów, nie przewidziałem, że się rozpuszczą w ciągu dnia. Wniosek z tego taki, że lepiej jednak zabrać ze sobą na zawody żele.
Kolejna frustrująca rzecz... dzień przed zawodami zmieniłem baterię w jednym z czujników. Co dwie minuty podczas etapu rowerowego zegarek pokazywał mi komunikat "rozmiar koła został ustalony". Pokazywał go zawsze wtedy kiedy usiłowałem zerknąć na zegarek, aby sprawdzić parametry jazdy.
Co do samej trasy nie mam specjalnych komentarzy. Trasa płaska, a ostatnie 10 km jak zwykle pod wiatr. Etap ukończyłem z czasem 1:31:42 ze średnią prędkością 26.2 km/h
Szybko przebrałem się w strefie i po kilku kilometrach dobrałem się do swoich zapasów. I tu niespodzianka... moje czekoladowe batony popłynęły w tym upale. W końcu były 32 stopnie Celsjusza! O ile te batony sprawdziły się idealnie podczas porannych treningów, nie przewidziałem, że się rozpuszczą w ciągu dnia. Wniosek z tego taki, że lepiej jednak zabrać ze sobą na zawody żele.
Kolejna frustrująca rzecz... dzień przed zawodami zmieniłem baterię w jednym z czujników. Co dwie minuty podczas etapu rowerowego zegarek pokazywał mi komunikat "rozmiar koła został ustalony". Pokazywał go zawsze wtedy kiedy usiłowałem zerknąć na zegarek, aby sprawdzić parametry jazdy.
Co do samej trasy nie mam specjalnych komentarzy. Trasa płaska, a ostatnie 10 km jak zwykle pod wiatr. Etap ukończyłem z czasem 1:31:42 ze średnią prędkością 26.2 km/h
| Zagubiony między wieszakami. |
Bieg
Zanim wbiegłem na trasę straciłem ze 2 minuty na znalezieniu swojego miejsca na wieszaku. Były słabo i nielogicznie oznaczone. Poza tym zabrakło na samym wejściu do strefy oznaczeń, których numerów można się spodziewać w konkretnych alejkach. Część zawodników porzucała rowery i woluntariusze sami odstawiali je na konkretne miejsca.
Bieg w 32 stopniach Celsjusza nie należał do przyjemności. Do tego wielkie bąble na stopach dodatkowo spowalniały.
Plus dla organizatora za ustawienie kurtyny wodnej, niestety tylko jednej. 2 punkty nawodnienia w tych warunkach to też moim zdaniem było za mało. Po 5 kilometrze zdrowy rozsądek wziął górę i resztę drogi pokonałem systemem: 100m marszu / 200m biegu. Dzięki temu nic mi się nie stało i bezpiecznie przekroczyłem linię mety bez konieczności wzywania ambulansu. Dopingujący rodzice i żona wraz z młodym by mi chyba nie darowali, gdyby coś się stało.
Fakt, że znacząco zwolniłem pozwolił mi poznać na trasie Francois-Xaviera - Francuza, który od kilku lat mieszka już w Polsce. Postanowiliśmy, że razem przekroczymy linię mety i w ten sposób wspieraliśmy sie na ostatnich metrach.
Bieg w 32 stopniach Celsjusza nie należał do przyjemności. Do tego wielkie bąble na stopach dodatkowo spowalniały.
Plus dla organizatora za ustawienie kurtyny wodnej, niestety tylko jednej. 2 punkty nawodnienia w tych warunkach to też moim zdaniem było za mało. Po 5 kilometrze zdrowy rozsądek wziął górę i resztę drogi pokonałem systemem: 100m marszu / 200m biegu. Dzięki temu nic mi się nie stało i bezpiecznie przekroczyłem linię mety bez konieczności wzywania ambulansu. Dopingujący rodzice i żona wraz z młodym by mi chyba nie darowali, gdyby coś się stało.
Fakt, że znacząco zwolniłem pozwolił mi poznać na trasie Francois-Xaviera - Francuza, który od kilku lat mieszka już w Polsce. Postanowiliśmy, że razem przekroczymy linię mety i w ten sposób wspieraliśmy sie na ostatnich metrach.
![]() |
| Zadowolony, że już koniec. |
Podsumowanie
Podobała mi się nowa trasa biegowa. Nawet biegnąc po drugiej strony Wisły było słychać muzykę i komentarze na mecie.
Kurtyna wodna była super pomysłem, szkoda tylko, że była jedna.
To był już mój trzeci start w tych zawodach i chyba ostatni, do czasu aż potomek nieco podrośnie. Do tego czasu będę startował w sprintach.
KILKA LICZB
| Dajcie więcej wody! |
Nawodnienie:
- przed wyścigiem - 1000 ml
- pływanie - 3 hausty wody z zalewu :-)
- rower - 1600 ml
- bieg - 1000 ml
- do końca dnia - 2500 ml
![]() |
| Medal |
Węglowodany:
- przed zawodami - 94g (441 kcal)
- rower - 51g (442 kcal)
- bieg - 35g (152 kcal)
![]() |
| Rewers z niepoprawnie wygrawerowanym czasem. |
Czasy (wg Garmin Fenix 5 vs poprawiony czas wg Datasport):
- pływanie - 40:08 / 40:07
- T1 - 5:24 / 5:41
- rower - 1:31:42 / 1:31:50
- T2 - 4:16 / 4:10 (zagubiony między wieszakami)
- bieg - 1:17:25 / 1:17:29
- suma - 3:38:56 / 3:39:07







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz