czwartek, 27 lipca 2017

Triathlon Płock 2017 - 1/4 IM

Realizując dobry pomysł żony przyjechaliśmy do Płocka dzień przed zawodami. Zatrzymaliśmy się w hotelu Herman, który śmiało możemy polecić ze względu na dobre położenie względem rynku (jakieś 10 minut spacerem), schludne pokoje i rewelacyjną kuchnię.
Udało nam się na spokojnie odebrać pakiet startowy, sprawdzić którędy będzie przebiegał podbieg do strefy T1 (900m z różnicą wysokości ok. 40m) i smacznie naładować węglowodanami.
Start zawodów na dystansie 1/4 IM był zaplanowany, standardowo dla serii Garmin, na godzinę 12:00. Osobiście wolę jak start jest z samego rana, szczególnie w środku lata, aby uciec przed grzejącym słońcem.

Kliknij aby powiększyć
Etap wodny
Tutaj duże zaskoczenie na niekorzyść organizatorów. Akwen mocno zagloniony z masą wodorostów. Zalew Zegrzyński to, w porównaniu do Sobótki, istne Karaiby. Wodorosty stwarzały realne niebezpieczeństwo dla startujących, bo było ich tyle, że miejscami potrafiły mocno dawać się we znaki, wchodziły w usta, zaczepiały się o piankę i nawet ciągnęły pod wodę. To aż dziwne moim zdaniem, że nikt ze startujących nie ucierpiał z tego powodu.
Po wybiegnięciu z wody czekał na zawodników dosyć stromy podbieg do strefy T0, gdzie można było zdjąć piankę i założyć buty, aby dobiec do właściwej strefy T1. Z torbą pod pachą pognałem na rynek.



Kliknij aby powiększyć
Etap kolarski
Trasa zasadniczo prosta z niewielką ilością zakrętów, aczkolwiek pagórkowata. Dała mi się trochę we znaki, ale od początku wiedziałem, że w Płocku życiówki nie zrobię. Najbardziej odczuły ją moje uda. Jak się jedzie pod górkę, to musi w końcu być i z górki, dlatego wykorzystywałem te momenty jak tylko mogłem. Udało mi się nawet uzyskać rekord prędkości, z którą zbliżyłem się do 63 km/h. Jakbym miał skrzydła to pewnie bym wystartował :-)







Kliknij aby powiększyć

Etap biegowy
Uda - ciąg dalszy. Bardzo mnie bolały po jeździe rowerem, a profil trasy biegowej nie ułatwiał odprężenia. 4 pętle po jakieś 2,5km dłużyły mi się strasznie. Już na drugiej pętli miałem momenty zwątpienia, ale skoro nie utonąłem w tym bagnie i przejechałem już 45km, to te kilka kilometrów jeszcze doczłapię. Fajnym elementem trasy była kurtyna wodna na rynku oraz pojemniki z lodem, którego garść można było sobie zaczerpnąć i schłodzić ciało.






Dzięki Monice udało się wzbogacić poniższy filmik o kilka dynamicznych ujęć i oddać ducha imprezy. Jak zwykle też, super było usłyszeć doping i wiedzieć, że ktoś bliski czeka na mecie!

Mój film z tych zawodów.


A w filmie organizatorów, poniżej, od 2 minuty, zostałem uchwycony od tyłu  :-)




Podsumowując - cieszę się, że wziąłem udział w tych zawodach, bo były dla mnie większym wyzwaniem niż zazwyczaj, ale do Płocka po raz kolejny na zawody raczej nie wrócę.


Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wegetariańska dieta ketogeniczna - One More Luv - recenzja

Wstęp Kiedy waga łazienkowa pokazała bez ostrzeżenia numerek zaczynający się od cyfry 9 postanowiłem zareagować. Jako, że miesiąc temu miałe...