Realizując dobry pomysł żony przyjechaliśmy do Płocka dzień przed zawodami. Zatrzymaliśmy się w hotelu Herman, który śmiało możemy polecić ze względu na dobre położenie względem rynku (jakieś 10 minut spacerem), schludne pokoje i rewelacyjną kuchnię.
Udało nam się na spokojnie odebrać pakiet startowy, sprawdzić którędy będzie przebiegał podbieg do strefy T1 (900m z różnicą wysokości ok. 40m) i smacznie naładować węglowodanami.
Start zawodów na dystansie 1/4 IM był zaplanowany, standardowo dla serii Garmin, na godzinę 12:00. Osobiście wolę jak start jest z samego rana, szczególnie w środku lata, aby uciec przed grzejącym słońcem.
![]() |
| Kliknij aby powiększyć |
Etap wodny
Tutaj duże zaskoczenie na niekorzyść organizatorów. Akwen mocno zagloniony z masą wodorostów. Zalew Zegrzyński to, w porównaniu do Sobótki, istne Karaiby. Wodorosty stwarzały realne niebezpieczeństwo dla startujących, bo było ich tyle, że miejscami potrafiły mocno dawać się we znaki, wchodziły w usta, zaczepiały się o piankę i nawet ciągnęły pod wodę. To aż dziwne moim zdaniem, że nikt ze startujących nie ucierpiał z tego powodu.
Po wybiegnięciu z wody czekał na zawodników dosyć stromy podbieg do strefy T0, gdzie można było zdjąć piankę i założyć buty, aby dobiec do właściwej strefy T1. Z torbą pod pachą pognałem na rynek.
![]() |
| Kliknij aby powiększyć |
Etap kolarski
Trasa zasadniczo prosta z niewielką ilością zakrętów, aczkolwiek pagórkowata. Dała mi się trochę we znaki, ale od początku wiedziałem, że w Płocku życiówki nie zrobię. Najbardziej odczuły ją moje uda. Jak się jedzie pod górkę, to musi w końcu być i z górki, dlatego wykorzystywałem te momenty jak tylko mogłem. Udało mi się nawet uzyskać rekord prędkości, z którą zbliżyłem się do 63 km/h. Jakbym miał skrzydła to pewnie bym wystartował :-)
Uda - ciąg dalszy. Bardzo mnie bolały po jeździe rowerem, a profil trasy biegowej nie ułatwiał odprężenia. 4 pętle po jakieś 2,5km dłużyły mi się strasznie. Już na drugiej pętli miałem momenty zwątpienia, ale skoro nie utonąłem w tym bagnie i przejechałem już 45km, to te kilka kilometrów jeszcze doczłapię. Fajnym elementem trasy była kurtyna wodna na rynku oraz pojemniki z lodem, którego garść można było sobie zaczerpnąć i schłodzić ciało.
Dzięki Monice udało się wzbogacić poniższy filmik o kilka dynamicznych ujęć i oddać ducha imprezy. Jak zwykle też, super było usłyszeć doping i wiedzieć, że ktoś bliski czeka na mecie!
Mój film z tych zawodów.
A w filmie organizatorów, poniżej, od 2 minuty, zostałem uchwycony od tyłu :-)
Podsumowując - cieszę się, że wziąłem udział w tych zawodach, bo były dla mnie większym wyzwaniem niż zazwyczaj, ale do Płocka po raz kolejny na zawody raczej nie wrócę.
![]() |
| Kliknij aby powiększyć |
![]() |
| Kliknij aby powiększyć |
![]() |
| Kliknij aby powiększyć |














