Dziś krótko. Czemu? O tym dowiesz się na końcu tego wpisu.
Chciałem z miejsca podziękować moim rodzicom i żonce, którzy zrobili dziś ze mną swoją wersję triathlonu biegając za mną z aparatem i zagrzewając mnie do boju. Bez kozery był to dystans jakichś 10.000 kroków, co w ich (rodziców) wieku to nie byle dystans!
Fajnie było też na trasie zobaczyć inne znajome twarze: sąsiadów Kasi i Łukasza oraz kolegi z pracy Piotrka.
Co lubię w startach? To, że na każdym z nich poznaję nowych ludzi. Wymiana paru słów i uwag na jednych zawodach sprawia, że gdy spotykamy się w innym miejscu już się znamy i wymieniamy chociaż kurtuazyjne "cześć", ale przeważnie zajmuje to kilka minut.
Dziś spotkałem Gary'ego (więcej o nim możesz przeczytać w mojej poprzedniej relacji pod tym linkiem), z którym zamieniłem kilka słów odnośnie ostatniego wspólnego finiszu. Z tłumu w wodzie wyłapałem też Łukasza - naszego ślubnego fotografa. Na trasie już, widziałem chłopaków z basenu oraz z klubu TRI4fun, pod banderą którego występowałem. Przewinął się też lider akcji "Biegiem na Pomoc" - Łukasz K. Był też reprezentant riqqon. Lubię to :)
Na pewno przeszło Ci przez myśl, o czym ten człowiek myśli spędzając tyle czasu w ruchu. Otóż wymienię kilka rzeczy, dzięki którym dystans aż tak mi się nie dłuży:
- Wymyślam, na czym będzie koncentrowała się moja pisemna relacja i staram się ułożyć jakieś chwytliwe zwroty, zapamiętać kluczowe momenty, ocenić imprezę.
- Szukam wśród startujących i kibiców znajomych - to już wiesz.
- Obmyślam plan. Tym razem myśli me dryfowały w kierunku remontu łazienki.
- Zabawiam rozmową osobę o zbliżonym ilorazie intelignecji, czyli samego siebie:
Jak taka rozmowa może wyglądać? Ano na przykład tak:
- Znacząco zwolniłeś na rowerze. Co się dzieje?
- Albo opadłem z sił, albo to przez ten wiatr...
- No to zjedz coś.
- Super pomysł.
Zaczynam grzebać w przyczepionej do ramy torbie na różne różności, w której akurat podczas startów znajdują się przeróżne przysmaki. Tym razem były to różnego rodzaju suszone owoce (żelom energetycznym powiedziałem ostatnio stanowcze NIE). Jeśli takie owoce, dajmy na to, wysypią się z torebki, to wtedy czas spędzam na szukaniu ich wewnątrz schowka dzięki czemu "gubię" kolejne minuty.
I tak jakoś niespodziewanie znajduję się przed linią mety, którą przekraczam, odbieram medal i do domu pisać relację :-)
Podsumowując moja subiektywna ocena imprezy przedstawia się następująco...
PLUSY:
- Punktualność startów
- Przestronna strefa zmian
- Start we wczesnych godzinach (10:00 dla dystansu 1/4 IM) zanim słońce dało mocniej popalić
- Organizacja startów dla wszystkich dystansów rozłożona w czasie tak, że podczas części biegowej wszyscy mieli szansę się spotkać.
- Woda rozdawana nie tylko w kubeczkach, ale w całych 0,5 litrowych butelkach
- Naklejki na kask i rower dały się zdjąć bez problemów i nie zostawały na sprzęcie żadne resztki
- Ładny medal
MINUSY:
- Lokalizacja imprezy, zmuszająca kibiców do wczesnego przyjazdu, z powodu zamknięcia dróg dojazdowych pokrywających się z trasą rowerową.
- Brak wystarczającej liczby miejsc parkingowych w ośrodku i jego bliskiej okolicy
- Podczas dwóch pętli rowerowych tylko raz przejechał obok mnie sędzia - tyle jeśli chodzi o drafting.
- Wyjazd na trasę kolarską po nierównej i ostrej kostce brukowej (300m x 2 - wliczając powrót)
- Długość trasy kolarskiej o 2 km dłuższa niż zakładane 45km (wg Garmin)
W tym roku po raz drugi w swojej "karierze" podjąłem wyzwanie VOLVO w Nieporęcie... i wydaje się, że ostatni. Waga minusów ma dla mnie większe znaczenie niż plusów. Nie oznacza to, że nie wypróbuję zawodów tego sponsora w innej lokalizacji. Ale do odwołania "żegnaj" Nieporęcie ze stajni VOLVO.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz