wtorek, 23 sierpnia 2016

Triathlon Kozienice 2016


Ostatni start triathlonowy w sezonie 2016 już za mną. Sezon, podobnie jak i w zeszłym roku, zakończyłem startem w Kozienicach na dystansie sprinterskim tj. 750m/19.5km/4.5km.

Pogoda dopisała, a słoneczko grzało zawodników podczas całej imprezy temperaturą 28 stopni.

Podczas rozgrzewki pływackiej zrobiłem sobie chwilę relaksu i zacząłem unosić sie na wodzie na plecach oglądając chmury. Pomyślałem sobie, że "powróżę" z nich sobie i poszukam jakiegoś kształtu, który powie mi jak mi pójdzie na zawodowach. W jednej chwili obłoki ułożyły się w kształ, który mógł być zinterpretowany dwojako. Mogła być to rakieta, albo kształ anatomiczny, męski. Na dwoje babka wróżyła :-) 

Płynęło mi się całkiem dobrze, rzekłbym standardowo. Wyszedłem z wody w miarę na oczekiwanej pozycji. Wbiegłem do strefy zmian i od razu wróżba z chmur zaczęła się klarować. Okazało się, iż zacząłem zdejmować piankę nie przy swoim stanowisku. Przeprosiłem osobę, której miejsce zająłem i doczłapałem do swojego numeru. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo po chwili znowu ktoś mi zwrócił uwagę i dopiero za trzecim podejściem znalazłem się przy swoim rowerze, Zupełnie jakby to był dla mnie pierwszy start. Podobne rowery, kaski i ułożenie rzeczy w kuwecie totalnie mnie zmyliły, a numery 50, 52 i 54 to prawie te same numery :-)

Pierwsze 9km roweru nastrajało pozytywnie, do czasu aż nie zaczęło mocno wiać i nadzieja na poprawę zeszłorocznego wyniku zaczęła słabnąć, a kształ chmur coraz bardziej się klarował. 

Trasa biegowa w porównaniu z zeszłym rokiem została zmieniona. Do widoku publiczoności została udostępniona jej płaską część, podczas gdy ukryta dla ich oczu pozostała część leśno-crossowa oraz długi podbieg po wybiegnięciu z terenu ośrodka.

Na mecie okazało się, że totalnie źle zinterpretowałem wróżbę z chmur. Zdecydowanie nie była to rakieta :-) Ale nie ma się czemu dziwić, skoro przez ostatnie 3 tygodnie przed startem prawie nic nie trenowałem ze względu na przeziębienie i nawroty kaszlu.

Mimo wszystko jestem zadowolony. Impreza była zorganizowana super. Wydaje się, że z roku na rok jest coraz fajniej. Zawody są kameralne. Startowało jedynie około 120 osób. Trasa wymagająca. W tym roku w pakiecie startowym znalazła się czapka jesienno-zimowa oraz komin na szyję. Jest to moim zdaniem miła odmiana od standardowej koszulki technicznej, których i tak każdy z nas ma już pod dostatkiem. Medal również ładny i oryginalny, Zawody organizowane są w sobotę, a zazwyczaj inni organizatorzy decydują się na niedzielę. Odległość 70km od Warszawy sprawia, iż nie trzeba martwić się o nocleg, chociaż ten i tak jest możliwy do zorganizowania w Kozienicach. Zdecydowanie polecam wszystkim tą imprezę!




wtorek, 16 sierpnia 2016

VOLVO Triathlon Nieporęt 2016

Dziś krótko. Czemu? O tym dowiesz się na końcu tego wpisu.

Chciałem z miejsca podziękować moim rodzicom i żonce, którzy zrobili dziś ze mną swoją wersję triathlonu biegając za mną z aparatem i zagrzewając mnie do boju. Bez kozery był to dystans jakichś 10.000 kroków, co w ich (rodziców) wieku to nie byle dystans!
Fajnie było też na trasie zobaczyć inne znajome twarze: sąsiadów Kasi i Łukasza oraz kolegi z pracy Piotrka.

Co lubię w startach? To, że na każdym z nich poznaję nowych ludzi. Wymiana paru słów i uwag na jednych zawodach sprawia, że gdy spotykamy się w innym miejscu już się znamy i wymieniamy chociaż kurtuazyjne "cześć", ale przeważnie zajmuje to kilka minut.
Dziś spotkałem Gary'ego (więcej o nim możesz przeczytać w mojej poprzedniej relacji pod tym linkiem), z którym zamieniłem kilka słów odnośnie ostatniego wspólnego finiszu. Z tłumu w wodzie wyłapałem też Łukasza - naszego ślubnego fotografa. Na trasie już, widziałem chłopaków z basenu oraz z klubu TRI4fun, pod banderą którego występowałem. Przewinął się też lider akcji "Biegiem na Pomoc" - Łukasz K. Był też reprezentant riqqon. Lubię to :)

Na pewno przeszło Ci przez myśl, o czym ten człowiek myśli spędzając tyle czasu w ruchu. Otóż wymienię kilka rzeczy, dzięki którym dystans aż tak mi się nie dłuży:
  1. Wymyślam, na czym będzie koncentrowała się moja pisemna relacja i staram się ułożyć jakieś chwytliwe zwroty, zapamiętać kluczowe momenty, ocenić imprezę.
  2. Szukam wśród startujących i kibiców znajomych - to już wiesz.
  3. Obmyślam plan. Tym razem myśli me dryfowały w kierunku remontu łazienki.
  4. Zabawiam rozmową osobę o zbliżonym ilorazie intelignecji, czyli samego siebie:
Jak taka rozmowa może wyglądać? Ano na przykład tak:
- Znacząco zwolniłeś na rowerze. Co się dzieje?
- Albo opadłem z sił, albo to przez ten wiatr...
- No to zjedz coś.
- Super pomysł.
Zaczynam grzebać w przyczepionej do ramy torbie na różne różności, w której akurat podczas startów znajdują się przeróżne przysmaki. Tym razem były to różnego rodzaju suszone owoce (żelom energetycznym powiedziałem ostatnio stanowcze NIE). Jeśli takie owoce, dajmy na to, wysypią się z torebki, to wtedy czas spędzam na szukaniu ich wewnątrz schowka dzięki czemu "gubię" kolejne minuty.

I tak jakoś niespodziewanie znajduję się przed linią mety, którą przekraczam, odbieram medal i do domu pisać relację :-)

Podsumowując moja subiektywna ocena imprezy przedstawia się następująco...

PLUSY:
  1. Punktualność startów
  2. Przestronna strefa zmian
  3. Start we wczesnych godzinach (10:00 dla dystansu 1/4 IM) zanim słońce dało mocniej popalić
  4. Organizacja startów dla wszystkich dystansów rozłożona w czasie tak, że podczas części biegowej wszyscy mieli szansę się spotkać.
  5. Woda rozdawana nie tylko w kubeczkach, ale w całych 0,5 litrowych butelkach
  6. Naklejki na kask i rower dały się zdjąć bez problemów i nie zostawały na sprzęcie żadne resztki
  7. Ładny medal

MINUSY:
  1. Lokalizacja imprezy, zmuszająca kibiców do wczesnego przyjazdu, z powodu zamknięcia dróg dojazdowych  pokrywających się z trasą rowerową.
  2. Brak wystarczającej liczby miejsc parkingowych w ośrodku i jego bliskiej okolicy
  3. Podczas dwóch pętli rowerowych tylko raz przejechał obok mnie sędzia - tyle jeśli chodzi o drafting.
  4. Wyjazd na trasę kolarską po nierównej i ostrej kostce brukowej (300m x 2 - wliczając powrót)
  5. Długość trasy kolarskiej o 2 km dłuższa niż zakładane 45km (wg Garmin)

W tym roku po raz drugi w swojej "karierze" podjąłem wyzwanie VOLVO w Nieporęcie... i wydaje się, że ostatni. Waga minusów ma dla mnie większe znaczenie niż plusów. Nie oznacza to, że nie wypróbuję zawodów tego sponsora w innej lokalizacji. Ale do odwołania "żegnaj" Nieporęcie ze stajni VOLVO.

Wegetariańska dieta ketogeniczna - One More Luv - recenzja

Wstęp Kiedy waga łazienkowa pokazała bez ostrzeżenia numerek zaczynający się od cyfry 9 postanowiłem zareagować. Jako, że miesiąc temu miałe...