Ostatni start triathlonowy w sezonie 2016 już za mną. Sezon, podobnie jak i w zeszłym roku, zakończyłem startem w Kozienicach na dystansie sprinterskim tj. 750m/19.5km/4.5km.
Pogoda dopisała, a słoneczko grzało zawodników podczas całej imprezy temperaturą 28 stopni.
Podczas rozgrzewki pływackiej zrobiłem sobie chwilę relaksu i zacząłem unosić sie na wodzie na plecach oglądając chmury. Pomyślałem sobie, że "powróżę" z nich sobie i poszukam jakiegoś kształtu, który powie mi jak mi pójdzie na zawodowach. W jednej chwili obłoki ułożyły się w kształ, który mógł być zinterpretowany dwojako. Mogła być to rakieta, albo kształ anatomiczny, męski. Na dwoje babka wróżyła :-)
Płynęło mi się całkiem dobrze, rzekłbym standardowo. Wyszedłem z wody w miarę na oczekiwanej pozycji. Wbiegłem do strefy zmian i od razu wróżba z chmur zaczęła się klarować. Okazało się, iż zacząłem zdejmować piankę nie przy swoim stanowisku. Przeprosiłem osobę, której miejsce zająłem i doczłapałem do swojego numeru. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo po chwili znowu ktoś mi zwrócił uwagę i dopiero za trzecim podejściem znalazłem się przy swoim rowerze, Zupełnie jakby to był dla mnie pierwszy start. Podobne rowery, kaski i ułożenie rzeczy w kuwecie totalnie mnie zmyliły, a numery 50, 52 i 54 to prawie te same numery :-)
Pierwsze 9km roweru nastrajało pozytywnie, do czasu aż nie zaczęło mocno wiać i nadzieja na poprawę zeszłorocznego wyniku zaczęła słabnąć, a kształ chmur coraz bardziej się klarował.
Trasa biegowa w porównaniu z zeszłym rokiem została zmieniona. Do widoku publiczoności została udostępniona jej płaską część, podczas gdy ukryta dla ich oczu pozostała część leśno-crossowa oraz długi podbieg po wybiegnięciu z terenu ośrodka.
Na mecie okazało się, że totalnie źle zinterpretowałem wróżbę z chmur. Zdecydowanie nie była to rakieta :-) Ale nie ma się czemu dziwić, skoro przez ostatnie 3 tygodnie przed startem prawie nic nie trenowałem ze względu na przeziębienie i nawroty kaszlu.
Mimo wszystko jestem zadowolony. Impreza była zorganizowana super. Wydaje się, że z roku na rok jest coraz fajniej. Zawody są kameralne. Startowało jedynie około 120 osób. Trasa wymagająca. W tym roku w pakiecie startowym znalazła się czapka jesienno-zimowa oraz komin na szyję. Jest to moim zdaniem miła odmiana od standardowej koszulki technicznej, których i tak każdy z nas ma już pod dostatkiem. Medal również ładny i oryginalny, Zawody organizowane są w sobotę, a zazwyczaj inni organizatorzy decydują się na niedzielę. Odległość 70km od Warszawy sprawia, iż nie trzeba martwić się o nocleg, chociaż ten i tak jest możliwy do zorganizowania w Kozienicach. Zdecydowanie polecam wszystkim tą imprezę!

