11 czerwca 2017 miała miejsce druga edycja tego triathlonowego wydarzenia sportowego w Warszawie. Jako, że mam blisko, a organizacja w zeszłym roku była na wysokim poziomie, nie omieszkałem się na te zawody zapisać już jakoś w grudniu 2016 roku. Czas pozostały do zawodów spędziłem na intensywnych (8 jednostek treningowych w tygodniu) przygotowaniach. Pod koniec okresu przygotowawczego mogłem śmiało powiedzieć, że poprawiłem pływanie oraz rower. Wyniki mówiły same za siebie. Niestety odbyło się to trochę kosztem biegania, ale tragedii nie było. Ogólnie rzecz biorąc liczyłem na poprawę zeszłorocznego wyniku.
 |
| zniszczone (góra) i nowe (dół) bloki |
Dzień przed rozmieszczeniem sprzętu biegowego i rowerowego w strefach zmian zacząłem sprawdzać czy wszystko mam. Gdybym tego nie zrobił, pewnie nie wpiąłbym się w pedały ze względu na mocno zużyte bloki. Na szczęście w ciągu godziny udało mi się zakupić nowe i je wymienić.
 |
dużo znajomych twarzy wśród
startujących - i to nawet z pracy :-) |
W tym roku pamiętałem już, aby pobrać chip do pomiaru czasu ze strefy T1 w Białobrzegach i nie musieć po niego jechać po raz kolejny tego samego dnia. Organizator umieścił tym razem punkt odbioru chipów tak, że nie dało się go nie zauważyć i pominąć. Dodatkowo można było również już w dniu zawodów pobrać zapasowy chip. Była to nowość w porównaniu do ubiegłego roku, oczywiście na plus dla tych, którzy zgubili lub nie pobrali dzień wcześniej swojego chipa.
 |
| tuż przed startem |
Poranek - wstałem o 4:30 rano, aby na spokojnie się ogarnąć i jeszcze przed wyjściem zjeść
śniadanie, tj. moje standardowe 2 naleśniki z miodem. Pies, o dziwo, chętnie wyszedł na spacer o tak wczesnej porze, ale od razu po załatwieniu swoich spraw poszedł dalej spać. Taksówka zabrała mnie o 5:45 na Plac Teatralny skąd już autobusy organizatorów zabierały uczestników dalej do Białobrzegów nad Zegrzem. Po godzinie siódmej rano mogłem już załadować batony i bidony na rower i przygotowywać się do startu.
 |
| po wyjściu z wody minę mam nietęgą |
Pływanie - rolling start - czyli zawodnicy ustawiali się w strefach wg przewidywanego czasu ukończenia tego etapu i byli wypuszczani przez sędziego w grupach 8 osobowych, co 10 sekund. Bardzo dobre rozwiązanie. Pierwsze 100m był to bieg w wodzie do pasa, a kolejne 1400m to walka z falami. Jako, że nie trenowałem pływania w wodach otwartych, to pokonanie tego dystansu w takich warunkach było dla mnie ciężkie. Płynąc kraulem nie potrafiłem dobrze nawigować i co chwila zbaczałem z kursu. Dlatego też musiałem często zmieniać styl na tzw. żabkę. Koniec końców dopłynąłem w czasie prawie o 3 minuty gorszym niż rok wcześniej :/
Za to zyskałem całe 3 sekundy przebierając się w strefie zmian do etapu rowerowego :-)
 |
| Wisłostrada |
 |
| na ulicy Miodowej |
Rower - mimo silnego wiatru, szczególnie już w Warszawie na Moście Północnym, udało mi się utrzymać średnią ponad 29 km/h, co było znaczną poprawą (jak na mnie) w porównaniu z zeszłorocznym startem, bo aż o 2km/h. Dało mi to w sumie czas lepszy o ponad cztery i pół minuty. Do tego momentu była jeszcze szansa na poprawę ogólnego wyniku.
W strefie zmian spędziłem dokładnie tyle samo czasu, co w zeszłym roku - co do sekundy.
 |
| Pl. Piłsudskiego |
 |
| tuż przed metą |
Bieg - nie rozpoczął się źle. Nie miałem żadnych skurczy po zejściu z roweru, co było dla mnie nowością. Czyżby suplementacja sokiem pomidorowym dostarczyła wystarczającej ilości sodu? Do 3 kilometra utrzymywałem zadowalające mnie tempo 5:55 min/km. Potem było już gorzej. Tętno podskakiwało mi do 195 uderzeń na minutę, więc nie chcąc zostać zwiezionym z trasy przez karetkę zwalniałem tak, żeby spadło do chociaż 180 uderzeń. Dobrze, że podczas biegu dopingowało mnie kilkoro najbliższych kibiców, bo przy wbieganiu na drugą pętlę mocno się zastanawiałem, czy przypadkiem nie skrócić dystansu i nie pobiec prosto na metę. Podbieg ulicą Karową nie należał do najprzyjemniejszych. Na finiszu wykrzesałem z siebie jeszcze dodatkowe dżule energii i wyprzedziłem 2 osoby kończąc zawody z czasem gorszym od zeszłorocznego o 5 minut i 21 sekund :/
 |
| zmęczony na mecie |
 |
| w drodze na regeneracyjną szamę |
Mocno się zastanawiałem czemu tak "spuchłem" na biegu. Na pewno upał nie pomagał i wydaje mi się, że mógłbym być bardziej nawodniony. Od jakiegoś czasu jednak nie stosuję kupnych żeli energetycznych, tylko sam robię tego typu batony. Po zawodach (rychło w czas) sprawdziłem dokładnie ich zawartość energetyczną. Okazało się, że w trakcie zawodów przyjąłem jedynie ok 60g węglowodanów, gdzie wg. wyliczeń ekspertów powinienem ich przyjąć 60g, ale na godzinę. Tu właśnie upatruję przyczyn mej "porażki". Mam nauczkę i miesiąc do kolejnych zawodów, aby coś z tym zrobić.
 |
| podsumowanie dnia |
 |
| regeneracyjna szama |
 |
zasłużony medal
|